Nie wiedziała, jak i kiedy znaleźli się wśród szalonego tańca w oranżerii, gdzie od przepysznych wschodnich palm, rododendronów, pterodaktylów, cynegali i apokaliptusów trzęsła się dosłownie cała oszklona sala. Steńka w życiu swym nie widziała takich kosztowności flory. Toteż cała jeszcze pod wrażeniem cudownego zakątka, padła zmęczona nieco upajającym walcem Straussowskim, na poręcz kryształowego krzesełka w formie wazy greckiej, które ozdabiało to bukoliczne atrium.
- Bosko tu, bosko! Hrabio - szepnęła, trzęsąc się jak w febrze.
Wtem nagle jakaś żelazna obręcz, niby wąż boa, mieszkaniec Północnej Afryki, który może spadł z daktylowej palmy, objął ją˛wokoło... Było to ramię Zenona, który klęczał jak martwy u jej stóp, szepcząc pokłony i słowa zachwytu.
- O, jakże cudną jesteś, pragnienie ty moje! Żałuję, że nie jestem w tej chwili jakimś sławnym Greuzem, malarzem rodzajowym, aby móc oddać na papierze, świętym dla tej sztuki olejem, obraz twego buziaka zmysłowego anioła.
Mówiąc to, przytulił głowę, jak przestraszone dziecko, do wytwornych wiązadeł jej dwojga kolan.
***
Stenia zbielała do koszuli, a usta jej poczerniały, jak malina zwana jeżyną.
- Wody!... szepnęła białym poszeptem. Zaległa gwałtowna cisza.
Dolary w pierwszym porywie instynktu, chcąc ratować żonę, chciał sobie rozbić głowę o mur, lecz w drugim popędził jak szalony het, ku lokomotywie, która sapiąc jak miech wydzielała ciepłą wodę bokami, i porwawszy w garście płynu, bryznął nim w ślubne lica żony. Na dalsze zabiegi nie było już czasu, gdyż szynami wtoczył się na peron sam pociąg, dzwoniąc łańcuchami, kipiąc rondlami,
tłukąc tłokami, gwiżddżąc konduktorem, wyglądając pasażerami i wyrzucając z siebie fumy proletariackie, kłębiące się tak i siak, jak garść potępieńców. Pasażerowie poczęli włazić na siebie, zbrojni w kufry, koszałki, tobołki i opałki, krzycząc tubalnie. Lecz hrabia skinął dłonią... Motłoch zakołysał się i rozstąpił nieco pod wrażeniem oczu magnata. Lecz niejedna pięść wyszczerzyła się ku niemu nieznacznie i zaledwie hrabia Dolary miał czas zniknąć po angielsku w głębi wagonu sypialnego z przewieszoną przez ramię Stenią, gdy nad głową gwizdnął mu kufer, rzucony wprawną ręką.
- A! rozumiem - syknął hrabia w siebie - więc jednak bolszewizm!
Nadął nieco przypłaszczony tłumem cylinder, cucaąc nieprzytomną.
Cytaty te pochodzą z debiutu literackiego Magdaleny Samozwaniec, "Na ustach grzechu", będącego znakomitą parodią wiekopomnego dzieła Heleny Mniszkówny. Owych "wytwornych wiązadeł kolan", "szepczących pokłonów" czy innych równie trafnych sformułowań, rodem z kiczowatych powieścideł jest w tej książce więcej i mam niesłychany ubaw, czytając kolejne rozdziały tragedii miłosnej z udziałem Steńki Doryckiej herbu Nenufar, zubożałego hrabiego Zenona i również hrabiego, ale dla odmiany opływającego w dostatki, Dolarego Chłapickiego. W tle przewija się pyszna magnatka, "słuszna dama pewnego wieku, po której znać było, że kiedyś była młoda", kochanka Zenona - hrabina Ira, prawdziwa niemfomanka o skłonnościach sadomasochistycznych i cała galeria fantastycznie przerysowanych postaci, których potraktowane poważnie odpowiedniki można znaleźć w prozie Mniszkówny. Jednym słowem pyszna zabawa i mnóstwo pastiszowych smaczków. Idealne do popołudniowej kawy :)
Coffe & Book
wtorek, 8 października 2013
wtorek, 19 lutego 2013
Popołudniowa Kawa. Popołudniowy cytat
Jak mogą istnieć ludzie, którzy się nudzą, Boże Drogi! Jak może starczyć czasu! Jak, na Boga, zdążyć przeczytać wszystkie ksiażki, wysłuchać całej muzyki, zobaczyć wszystkie miejsca na świecie, nie to było kłamstwo, ja nie chcę oglądać wszystkich miejsc, ale zamiast tego chcę mieć czas na niezwykłe przeżywanie natury i ludzi, i sztuki, które oferuje ta krótka chwilka życia. I jeszcze trzeba mieć kilka chwil na to, aby tylko posiedzieć i pogapić się bezmyślnie.
Margareta Stromstedt "Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości"
czwartek, 17 stycznia 2013
Poza sceną swojej twórczości...
Artyści, o których opowiedziałam pojawili się nieprzypadkowo; wiele znaczą w moim życiu. Spotkałam ich w książkach, w filmach albo osobiście. Mieli wpływ na to kim się stałam, jak rozumiem świat i swoje w nim istnienie.
Tak pisze Anna Janko w posłowiu książki "Boscy i nieznośni. Niezwykłe biografie", która jest zbiorem ponad dwudziestu szkiców biograficznych znanych poetów, aktorów, pisarzy. Artystów przez duże A. Jest to równocześnie usprawiedliwienie dokonanego wyboru, jak i wskazanie na subiektywny odbiór tych postaci, których twórczość i osobowości zafascynowały autorkę, w różnych okresach jej życia. Z tej fascynacji, która postanowiła się podzielić, powstała książka. Lubimy, gdy ktoś dzieli z nami nasze pasje, prawda? A moi bohaterowie to
niezwykłe osobowości, o których warto pisać i czytać! Wybierałam ich
z wielkiej księgi kultury, jak z rodzinnego albumu - opowiada w krótkim wywiadzie dla "Zwierciadła".
Sięgnęłam po książkę trochę z ciekawości, przyciągnięta nazwiskami, opisanych w niej twórców i artystów, z których lwia część to postaci ważne również dla mnie, których twórczość bądź osobowość urzeka mnie i pociąga. Byłam zirytowana nieco podtytułem. Biografia to dla mnie rzecz poważna, obszerna, starannie udokumentowana, pozycja - naukowa. Tymczasem zbiór Anny Janko to nie tyle nawet szkice biograficzne, co gawędy, z których przebija fascynacja opisywaną postacią, oczarowanie, olśnienie. Nie ma żadnego chłodnego dystansu - przyglądamy się aktorom, poetom, twórcom oczami, emocjami, odczuwaniem autorki. Forma tekstów nie jest jednolita. Mamy do czynienia z opisem, ale i pełną zadumy refleksją, a nawet stylizacją, jak w przypadku szkicu o Petrarce. Część tekstów bywa fragmentaryczna, przeskakują gwałtownie z jednego punktu życiorysu do następnego, usiłując w kilkustronicowym tekście zamknąć całe życie.
Nie da się tak, oczywiście. Ale czyta się dobrze.
Szczególnie zaciekawiły mnie szkice, dotyczące postaci współczesnych: Krall, Szaflarskiej, Hartwig, Janion. Poznane przez autorkę osobiście, opisane w doświadczeniu bezpośredniego kontaktu, intrygujące, trudne, określone słowami, a jednak nie do przeniknięcia. Fascynacja Anny Janko udziela się czytelnikowi.
Jakkolwiek ma do opisywanych postaci stosunek niemal bałwochwalczy, autorka stanowczo unika cukru. Przedstawia swoich bohaterów w pełnym spektrum ich osobowości, nie ukrywając skaz. Zabierz mi moje wady, a stracę i zalety... Bohaterowie mojej ksiażki są
wspaniałymi poetami, pisarzami, aktorami, ale prywatnie poza sceną
swojej twórczości, bywali (bywają) trudni, nieznośni, nie do wytrzymania
dla rodziny i przyjaciół. Czasem ocierają się o szaleństwo. ("Słowo od autorki"). Nie ulega jednak pokusie modnego w tego typu publikacjach "skandalizowania", choć napomknie nieraz o takiej czy innej tajemnicy. Granica jednak nie zostaje przekroczona, a z tekstów przebija, obok fascynacji, głęboki szacunek - dla twórczości, życiowych dokonań, siły do zmagań z losem.
Ocena? Jak wspomniałam, czyta się dobrze. Nie będę się całkowicie zachwycać, ale do kilku rozdziałów z "Boskich i nieznośnych" zechcę w przyszłości wrócić, a to już z pewnością jakaś rekomendacja.
Czy polecam? Nie jestem pewna. Być może wielu czytelników woli po prostu sięgnąć po obszerniejszą, bardziej szczegółową biografię, ale jak napisałam na początku - te teksty nie są biografiami. To "dzielenie się fascynacją" i jako takie czyta się świetnie, szczególnie, że Janko ma bardzo przyjazny, piękny i okraszony poetyckimi frazami, styl. Jedyne czego mi zabrakło to spisu publikacji, z których korzystała autorka, o których wspomina wprawdzie w rozdziałach, ale przydałoby się stworzyć jakąś osobną bibliografię.
wtorek, 15 stycznia 2013
sobota, 22 grudnia 2012
Popołudniowa Kawa. Święta...
Święta zwykle spędzam z rodziną. Przyjemne, roześmiane, ale jednak pełne rozgardiaszu, zamętu. Miły to zamęt i sympatyczny rozgardiasz, przyłapuję się jednak na tym, że po Świętach zamiast wypoczęta jestem zmęczona... Dlatego w tym roku życzę sobie, tak egoistycznie, chwili dla siebie ^^ Tylko ja, filiżanka kawy i książka. I świąteczna muzyka w tle. Z książkami sprawa jest prosta, zawsze mam na podorędziu pokaźny stosik mocno zróżnicowanej lektury. Z muzyką różnie bywa, czasem mam ochotę na amerykańskie christmasy, czasem na tradycyjne polskie kolędy. Ale od lat niezmiennie towarzyszy mi jedna płyta, którą cenię wysoko i która w Święta brzmi szczególnie. To "Kolęda na koniec wieku" Zbigniewa Preisnera. Pomimo upływu czasu, jej teksty wciąż świetnie się słuchają i wciąż są aktualne. Wzrusza mnie zawsze i do ulubionych należy "Kolęda dla nieobecnych" śpiewana przez Beatę Rybotycką.
Radosnych Świąt, kochani. Niech nadzieja znów wstąpi w nas. I uwierzmy kolejny raz, w jeszcze jedno Boże Narodzenie...
Radosnych Świąt, kochani. Niech nadzieja znów wstąpi w nas. I uwierzmy kolejny raz, w jeszcze jedno Boże Narodzenie...
czwartek, 20 grudnia 2012
Popołudniowa Kawa. The World's End!
Nie mogłam i ja nie poświęcić, choćby skromnej notki, tegorocznemu końcowi świata :) W mediach nie usłyszy już dziś o niczym więcej, toczą się zupełnie poważne dyskusje, wypowiadają się znawcy kultury Majów, astronomowie i teolodzy... Więc będzie czy nie będzie? Nowozelandczycy chyba już wiedzą ^^
A o końcu świata pisało też wielu i katastroficznych wizji rodem z Apokalipsy ani poeci ani prozaicy nam nie szczędzili. Wciąż jednak uważam, że nie powstał na ten temat piękniejszy wiersz niż Miłosza "Piosenka o końcu świata". Pod tym samym tytułem powstała równie piękna piosenka śpiewana przez Andrzeja Sikorowskiego. W sumie nie miałabym nic przeciwko, gdyby ten wyczekiwany koniec świata tak właśnie wyglądał...
środa, 28 listopada 2012
Popołudniowa Kawa. Czasami...
Naprawdę, naprawdę kocham swoją pracę. Nie wyobrażam sobie swej wiedźmiej osoby w jakimkolwiek innym zawodzie, a otoczona książkami czuję się najszczęśliwsza. Moi przyjaciele często wyobrażają sobie, że moja praca wygląda tak:
I często owszem, mniej więcej tak właśnie wygląda.
Ale oprócz ciszy i spokoju, zdarza się i tak:
Jasper Fforde, The Woman Who Died a Lot
Aż nazbyt często, uważam.
Ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad nabyciem koszulki z napisem: Never mess with the librarian.
Przynajmniej nie byłoby, że nie ostrzegano... ^^
“I found the idea of being a librarian very appealing - working in a
place where people had to whisper and only speak when necessary. If only
the world were like that!”
Peter Cameron,
Someday This Pain Will Be Useful to YouI często owszem, mniej więcej tak właśnie wygląda.
Ale oprócz ciszy i spokoju, zdarza się i tak:
“Do I have to talk to insane people?"
"You're a librarian now. I'm afraid it's mandatory.”Jasper Fforde, The Woman Who Died a Lot
Aż nazbyt często, uważam.
Ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad nabyciem koszulki z napisem: Never mess with the librarian.
Przynajmniej nie byłoby, że nie ostrzegano... ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)





