Coffe & Book

Coffe & Book

wtorek, 19 lutego 2013

Popołudniowa Kawa. Popołudniowy cytat


          Jak mogą istnieć ludzie, którzy się nudzą, Boże Drogi! Jak może starczyć czasu! Jak, na Boga, zdążyć przeczytać wszystkie ksiażki, wysłuchać całej muzyki, zobaczyć wszystkie miejsca na świecie, nie to było kłamstwo, ja nie chcę oglądać wszystkich miejsc, ale zamiast tego chcę mieć czas na niezwykłe przeżywanie natury i ludzi, i sztuki, które oferuje ta krótka chwilka życia. I jeszcze trzeba mieć kilka chwil na to, aby tylko posiedzieć i pogapić się bezmyślnie.

Margareta Stromstedt "Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości"

czwartek, 17 stycznia 2013

Poza sceną swojej twórczości...

Artyści, o których opowiedziałam pojawili się nieprzypadkowo; wiele znaczą w moim życiu. Spotkałam ich w książkach, w filmach albo osobiście. Mieli wpływ na to kim się stałam, jak rozumiem świat i swoje w nim istnienie.
Tak pisze Anna Janko w posłowiu książki "Boscy i nieznośni. Niezwykłe biografie", która jest zbiorem ponad dwudziestu szkiców biograficznych znanych poetów, aktorów, pisarzy. Artystów przez duże A. Jest to równocześnie usprawiedliwienie dokonanego wyboru, jak i wskazanie na subiektywny odbiór tych postaci, których twórczość i osobowości zafascynowały autorkę, w różnych okresach jej życia. Z tej fascynacji, która postanowiła się podzielić, powstała książka. Lubimy, gdy ktoś dzieli z nami nasze pasje, prawda? A moi bohaterowie to niezwykłe osobowości, o których warto pisać i czytać! Wybierałam ich z wielkiej księgi kultury, jak z rodzinnego albumu - opowiada w krótkim wywiadzie dla "Zwierciadła".
Sięgnęłam po książkę trochę z ciekawości, przyciągnięta nazwiskami, opisanych w niej twórców i artystów, z których lwia część to postaci ważne również dla mnie, których twórczość bądź osobowość urzeka mnie i pociąga. Byłam zirytowana nieco podtytułem. Biografia to dla mnie rzecz poważna, obszerna, starannie udokumentowana, pozycja - naukowa. Tymczasem zbiór Anny Janko to nie tyle nawet szkice biograficzne, co gawędy, z których przebija fascynacja opisywaną postacią, oczarowanie, olśnienie. Nie ma żadnego chłodnego dystansu - przyglądamy się aktorom, poetom, twórcom oczami, emocjami, odczuwaniem autorki. Forma tekstów nie jest jednolita. Mamy do czynienia z opisem, ale i pełną zadumy refleksją, a nawet stylizacją, jak w przypadku szkicu o Petrarce. Część tekstów bywa fragmentaryczna, przeskakują gwałtownie z jednego punktu życiorysu do następnego, usiłując w kilkustronicowym tekście zamknąć całe życie. 
Nie da się tak, oczywiście. Ale czyta się dobrze. 
Szczególnie zaciekawiły mnie szkice, dotyczące postaci współczesnych: Krall, Szaflarskiej, Hartwig, Janion. Poznane przez autorkę osobiście, opisane w doświadczeniu bezpośredniego kontaktu, intrygujące, trudne, określone słowami, a jednak nie do przeniknięcia. Fascynacja Anny Janko udziela się czytelnikowi. 
Jakkolwiek ma do opisywanych postaci stosunek niemal bałwochwalczy, autorka stanowczo unika cukru. Przedstawia swoich bohaterów w pełnym spektrum ich osobowości, nie ukrywając skaz. Zabierz mi moje wady, a stracę i zalety... Bohaterowie mojej ksiażki są wspaniałymi poetami, pisarzami, aktorami, ale prywatnie poza sceną swojej twórczości, bywali (bywają) trudni, nieznośni, nie do wytrzymania dla rodziny i przyjaciół. Czasem ocierają się o szaleństwo. ("Słowo od autorki"). Nie ulega jednak pokusie modnego w tego typu publikacjach "skandalizowania", choć napomknie nieraz o takiej czy innej tajemnicy. Granica jednak nie zostaje przekroczona, a z tekstów przebija, obok fascynacji, głęboki szacunek - dla twórczości, życiowych dokonań, siły do zmagań z losem.
Ocena? Jak wspomniałam, czyta się dobrze. Nie będę się całkowicie zachwycać, ale do kilku rozdziałów z "Boskich i nieznośnych" zechcę w przyszłości wrócić, a to już z pewnością jakaś rekomendacja. 
Czy polecam? Nie jestem pewna. Być może wielu czytelników woli po prostu sięgnąć po obszerniejszą, bardziej szczegółową biografię, ale jak napisałam na początku - te teksty nie są biografiami. To "dzielenie się fascynacją" i jako takie czyta się świetnie, szczególnie, że Janko ma bardzo przyjazny, piękny i okraszony poetyckimi frazami, styl. Jedyne czego mi zabrakło to spisu publikacji, z których korzystała autorka, o których wspomina wprawdzie w rozdziałach, ale przydałoby się stworzyć jakąś osobną bibliografię.

sobota, 22 grudnia 2012

Popołudniowa Kawa. Święta...

Święta zwykle spędzam z rodziną. Przyjemne, roześmiane, ale jednak pełne rozgardiaszu, zamętu. Miły to zamęt i sympatyczny rozgardiasz, przyłapuję się jednak na tym, że po Świętach zamiast wypoczęta jestem zmęczona... Dlatego w tym roku życzę sobie, tak egoistycznie, chwili dla siebie ^^ Tylko ja, filiżanka kawy i książka. I świąteczna muzyka w tle. Z książkami sprawa jest prosta, zawsze mam na podorędziu pokaźny stosik mocno zróżnicowanej lektury. Z muzyką różnie bywa, czasem mam ochotę na amerykańskie christmasy, czasem na tradycyjne polskie kolędy. Ale od lat niezmiennie towarzyszy mi jedna płyta, którą cenię wysoko i która w Święta brzmi szczególnie. To "Kolęda na koniec wieku" Zbigniewa Preisnera. Pomimo upływu czasu, jej teksty wciąż świetnie się słuchają i wciąż są aktualne. Wzrusza mnie zawsze i do ulubionych należy "Kolęda dla nieobecnych" śpiewana przez Beatę Rybotycką.
Radosnych Świąt, kochani. Niech nadzieja znów wstąpi w nas. I uwierzmy kolejny raz, w jeszcze jedno Boże Narodzenie...


czwartek, 20 grudnia 2012

Popołudniowa Kawa. The World's End!

Nie mogłam i ja nie poświęcić, choćby skromnej notki, tegorocznemu końcowi świata :) W mediach nie usłyszy już dziś o niczym więcej, toczą się zupełnie poważne dyskusje, wypowiadają się znawcy kultury Majów, astronomowie i teolodzy... Więc będzie czy nie będzie? Nowozelandczycy chyba już wiedzą ^^
A o końcu świata pisało też wielu i katastroficznych wizji rodem z Apokalipsy ani poeci ani prozaicy nam nie szczędzili. Wciąż jednak uważam, że nie powstał na ten temat piękniejszy wiersz niż Miłosza "Piosenka o końcu świata". Pod tym samym tytułem powstała równie piękna piosenka śpiewana przez Andrzeja Sikorowskiego. W sumie nie miałabym nic przeciwko, gdyby ten wyczekiwany koniec świata tak właśnie wyglądał...

środa, 28 listopada 2012

Popołudniowa Kawa. Czasami...

Naprawdę, naprawdę kocham swoją pracę. Nie wyobrażam sobie swej wiedźmiej osoby w jakimkolwiek innym zawodzie, a otoczona książkami czuję się najszczęśliwsza. Moi przyjaciele często wyobrażają sobie, że moja praca wygląda tak:
 “I found the idea of being a librarian very appealing - working in a place where people had to whisper and only speak when necessary. If only the world were like that!” 
 Peter Cameron, Someday This Pain Will Be Useful to You
I często owszem, mniej więcej tak właśnie wygląda.
Ale oprócz ciszy i spokoju, zdarza się i tak:
 “Do I have to talk to insane people?"
"You're a librarian now. I'm afraid it's mandatory.”
Jasper Fforde, The Woman Who Died a Lot
Aż nazbyt często, uważam.
Ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad nabyciem koszulki z napisem: Never mess with the librarian.
Przynajmniej nie byłoby, że nie ostrzegano... ^^

wtorek, 25 września 2012

Popołudniowa Kawa: "Idzie jesień pełna barw..."


Leśnym duktem bezszelestnie
Idzie jesień pełna barw
Ma woalkę z mgieł
I z babiego lata tren
W zamyśleniu przechodzi
Zwiewna jak z ognisk dym

Zanim się obejrzałam, lato minęło a z drzew zaczęły spadać liście. Tempus fugituje sobie niczym olimpijski maratończyk, kompletnie nie dając czasu na odpoczynek. Od niedzieli mamy astronomiczną jesień! Czy nie cudownie? Kocham tę porę roku, szczególnie gdy jest złota i ciepła, choć tę zamgloną, deszczową i melancholijną stronę jesieni też bardzo lubię. Przyznam, że kawa smakuje wyjątkowo dobrze w taki październikowy wieczór, gdy "o szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny", no i oczywiście pod ręką znajduje się jakaś sympatyczna lektura. A propos sympatycznych lektur, czytam właśnie „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”. Powieść epistolarna, ta forma jest mi bliska (choć nie zawsze tak było), jak dotąd udało mi się przeczytać kilka listów i początek jest więcej niż zachęcający. Przyznam, że z miejsca urzekł mnie następujący cytat: nie ma dla mnie milszego zajęcia niż buszowanie w księgarniach. Od lat tam chodzę i zawsze wyszperam książkę, której szukam - oraz trzy inne, o których nie miałam pojęcia, że chcę je nabyć.
Jakie to prawdziwe... 

PS. Te kasztany na zdjęciu to plon mojego wczorajszego wrześniowego spaceru. Udało mi się ubiec przedszkolaki i uzbierać cały koszyk! ^^